Koltun, ścisk, węzeł.
To wszystko mam w środku.
Kurczę się do tego punktu gdzieś w sobie.
Z jednej strony by uciec, z jednej by odkryć.
Uciec do siebie, odkryć czy to nie ja.
Miotam się, waham, huśtawkę mam.
To wszystko jest tak niejednoznaczne.
Chciałam, myślałam, że to utrzymam.
Że będzie jak w tym filmie..
Że my niezależnie od miejsca.
A teraz nie miejsce nas dzieli?
Może to ja, ja się oddalam? Czuję dyskomfort.
Może to ja, ja się zamykam? Nie one nie otwierają.
Może to nie one, to ja oceniam? Ważę myśli.
Czy cofam się..? Jednocześnie wyżej idąc?
Na końcu zawsze będziesz ze mną. Ja będę z Tobą. Sobą.
Bądź zgodna ze sobą.
Teraz jednej nie oceniasz, oceniając inną za jej ocenę. Teraz do jednej się przybliżysz, by inną oddalić.
Jak znaleźć chęci na utrzymanie?